Rower elektryczny dla dorosłego. Na co patrzeć poza ceną
5 min czytania Autorka: Jolanta

Mąż chce dojeżdżać do pracy rowerem, ale pod górkę na nasze osiedle bez wspomagania nie da rady. Przy rowerze elektrycznym cena to dopiero początek: bateria, silnik, waga i miejsce do ładowania decydują, czy będzie jeździł, czy stał w piwnicy.
Mąż pracuje w spółdzielni mieszkaniowej, cztery kilometry od domu. Przez lata jeździł autobusem albo autem. Wiosną postanowił, że będzie dojeżdżał rowerem, i przez tydzień to robił. Do pracy jechało się świetnie, rano, wypoczęty. Z powrotem na Górczyn, pod wiatr i po całym dniu na drabinie, już nie. Po tygodniu rower wrócił do piwnicy, a mąż zaczął oglądać rowery elektryczne.
Sklepów jest dużo, modeli jeszcze więcej, rozrzut cen kilkukrotny. W ofertach te same słowa: „mocny silnik”, „duży zasięg”, „lekka rama”. Wzięliśmy kartkę z pytaniami i przeszliśmy przez trzy sklepy, ten sam dzień, te same pytania.
Co mówią przepisy
Rower ze wspomaganiem elektrycznym w świetle przepisów to nadal rower, pod warunkiem że silnik pomaga tylko wtedy, kiedy pedałujesz, wyłącza się powyżej dwudziestu pięciu kilometrów na godzinę i ma moc znamionową nie większą niż dwieście pięćdziesiąt watów. Taki rower nie wymaga rejestracji, ubezpieczenia OC ani prawa jazdy. Jeździ się nim po drogach dla rowerów.
Jeśli rower jedzie szybciej albo ma manetkę, która pozwala jechać bez pedałowania, prawdopodobnie jest już innym pojazdem i obowiązują go inne przepisy. W jednym ze sklepów sprzedawca zapytał męża, czy „odblokować ograniczenie, żeby szybciej jeździł”. To pierwszy sygnał, żeby wyjść. Taki rower przestaje być rowerem, a przy wypadku ubezpieczyciel i policja zapytają o to jako pierwsi.
Silnik w piaście czy centralny
Najwięcej różnic jest w silniku. W tańszych rowerach silnik siedzi w piaście tylnego albo przedniego koła. Działa, ale często reaguje na samo kręcenie pedałami, a nie na to, jak mocno naciskasz. Pod górę bywa przez to szarpanie, a na płaskim rower jakby „ciągnął” niezależnie od nogi.
Silnik centralny, przy korbie, zwykle ma czujnik siły nacisku na pedały. Wspomaga tym mocniej, im mocniej pedałujesz. Jedzie się płynniej, zwłaszcza pod górę, a ciężar roweru rozkłada się lepiej. Jest też droższy, zarówno przy zakupie, jak i przy naprawie.
Jedyny sposób, żeby to poczuć, to jazda próbna. Nie dookoła parkingu przed sklepem, tylko pod górkę. Jeden sklep miał pod nosem płaski parking i sprzedawca się zdziwił, kiedy mąż zapytał, czy może podjechać kawałek pod wiadukt. Pozwolił. Różnicę było widać od razu.

Bateria: watogodziny zamiast zasięgu
Sklepy podają zasięg: „do stu kilometrów”. Ta liczba zależy od wagi rowerzysty, ukształtowania terenu, poziomu wspomagania, temperatury i ciśnienia w oponach. Lepiej porównywać pojemność baterii w watogodzinach. W rowerach miejskich spotyka się zwykle od kilkuset do mniej więcej siedmiuset pięćdziesięciu watogodzin. Przy codziennym dojeździe ośmiu kilometrów w obie strony nawet mniejsza bateria wystarczy na kilka dni.
Ważniejsze jest, gdzie ją naładujesz. Mieszkamy w bloku, rower stoi w piwnicy, a w piwnicy nie ma gniazdka. Bateria musi się wyjmować, żeby wnieść ją do mieszkania. W jednym z trzech rowerów była wbudowana w ramę na stałe. Odpadł na tym etapie.
Bateria to też najdroższa część do wymiany. Po kilku latach traci pojemność. Zapytaj o cenę nowej baterii i o gwarancję na nią. Bywa krótsza niż na resztę roweru albo ograniczona liczbą cykli ładowania. W jednej z naszych ofert gwarancja na baterię wynosiła rok, w pozostałych dwa lata.
Waga i codzienne życie
Rower elektryczny waży zwykle ponad dwadzieścia kilogramów. Po schodach do piwnicy i z powrotem trzeba go wnieść albo sprowadzić. Mąż podniósł każdy z trzech rowerów i z każdym zszedł kilka stopni na zapleczu sklepu. Sprzedawcy patrzyli dziwnie, ale nikt nie odmówił.
Sprawdź też, czy w twoim bloku wolno trzymać rower w piwnicy albo wózkowni i czy spółdzielnia ma zasady ładowania baterii w częściach wspólnych. Mąż pracuje w spółdzielni i wie, że to pytanie wraca na zebraniach coraz częściej.
Przy rowerze elektrycznym łatwo patrzeć tylko na elektronikę, a rower nadal musi dobrze hamować i pasować do ciała. Cięższy rower rozpędzony do dwudziestu pięciu kilometrów na godzinę potrzebuje mocnych hamulców. Hamulce tarczowe, najlepiej hydrauliczne, radzą sobie lepiej niż szczękowe, zwłaszcza na mokrym zjeździe.
Rozmiar ramy dobiera się do wzrostu i długości nóg. Rama z obniżoną górną rurą ułatwia wsiadanie, co po pięćdziesiątce i z torbą na bagażniku ma znaczenie. Mąż przymierzał trzy rozmiary w jednym sklepie i dopiero na trzecim siedział wygodnie.
Zapytaj o wyposażenie, które w mieście jest potrzebne na co dzień: błotniki, bagażnik, oświetlenie zasilane z baterii, nóżka, dzwonek. Niektóre rowery mają to w zestawie, inne trzeba doposażyć za kilkaset złotych. Przepisy wymagają oświetlenia w określonych warunkach, więc to nie jest ozdoba.
Sprawdź też zabezpieczenie przed kradzieżą. Rower elektryczny to łakomy kąsek. Dobre zapięcie kosztuje kilkaset złotych i dolicz je do ceny od razu. Zapytaj, czy twoje ubezpieczenie mieszkania obejmuje rower w piwnicy i do jakiej kwoty.
Serwis, gwarancja i rękojmia
Rower elektryczny potrzebuje serwisu tak jak zwykły, a do tego elektroniki. Zapytaj, gdzie jest serwis, ile trwa naprawa silnika i czy pierwszy przegląd po kilku tygodniach jazdy jest w cenie. Przy tańszych markach naprawa bywa możliwa tylko przez wysyłkę do importera, co oznacza kilka tygodni bez roweru w środku sezonu.
Niezależnie od gwarancji sprzedawca odpowiada przez dwa lata za niezgodność towaru z umową, o czym pisałam przy zakupie pralki (Jaką pralkę kupić do małej łazienki w bloku). Przy rowerze ze sklepu internetowego masz dodatkowo czternaście dni na odstąpienie, ale rower przyjdzie w kartonie, a jazdy próbnej pod górkę nie zrobisz. My kupowaliśmy na miejscu.
Przy rowerze elektrycznym cena zakupu to nie wszystko. Dolicz zapięcie, ewentualne doposażenie, przegląd raz w roku, wymianę klocków hamulcowych i opon, a po kilku latach baterię. Bateria w zależności od modelu kosztuje od kilkuset złotych do ponad dwóch tysięcy. Prąd do ładowania to niewielka kwota, kilka złotych miesięcznie przy codziennym dojeździe.
Mąż zapisał to wszystko na kartce obok kosztu biletu miesięcznego i paliwa. Rachunek nie był po to, żeby udowodnić, że rower się opłaca, tylko żeby nikt potem nie był zaskoczony.
Porównanie 3 rowerów miejskich ze wspomaganiem - przykładowe dane
| Kryterium | Rower A | Rower B | Rower C |
|---|---|---|---|
| Silnik | w tylnej piaście | Najkorzystniej: centralny | w przedniej piaście |
| Bateria | 418 Wh | Najkorzystniej: 500 Wh | 360 Wh, niewyjmowana |
| Waga | 24 kg | 25 kg | Najkorzystniej: 22 kg |
| Gwarancja na baterię | 2 lata | 2 lata | 1 rok |
| Cena | 5 499 zł | 8 900 zł | Najkorzystniej: 3 999 zł |
Najtańszy rower ma baterię, której nie wyniesiesz z piwnicy do ładowania, i najkrótszą gwarancję na nią.
Co wybrał mąż
Rower ze środka tabeli: silnik centralny, wyjmowana bateria, dwa lata gwarancji na baterię, serwis dwie ulice od spółdzielni. Najdroższy z trzech, o kilka tysięcy złotych droższy od najtańszego. Policzyliśmy, ile kosztuje miesięcznie bilet i paliwo, i wyszło, że różnica zwróci się szybciej, niż się spodziewaliśmy, pod warunkiem że rower nie będzie stał w piwnicy.
Na razie nie stoi. Pod górkę mąż wjeżdża bez zadyszki, a baterię ładuje co trzy dni w przedpokoju, obok moich kijów.