Kto sprawdza
Mam na imię Jolanta, mieszkam w Gorzowie Wielkopolskim i przez ponad dwadzieścia lat zawodowo kupowałam rzeczy, których nikt w firmie nie chciał kupować sam.
Zaczynałam w zaopatrzeniu zakładu materiałów budowlanych pod Gorzowem: kruszywo, worki, palety, części do maszyn, transport. Pierwsza szefowa nauczyła mnie zasady, której trzymam się do dziś: bez trzech ofert nie ma zamówienia.
Potem przez dwadzieścia lat pracowałam w dziale zakupów dużej firmy usługowej z oddziałami w kilku województwach. Kupowałam wszystko poza głównym produktem: remonty oddziałów, sprzątanie, ochronę, flotę samochodów w leasingu, prąd, telefony, pakiety medyczne, szkolenia, wyjazdy i catering. Od 2017 roku prowadziłam trzyosobowy zespół. W 2025 roku zakupy przeniesiono do innego miasta, a ja zostałam w Gorzowie.
Dlaczego to piszę
Przez te wszystkie lata rodzina, sąsiedzi i znajomi przynosili mi umowy i oferty z pytaniem „zerknij, czy to normalne”. Te same błędy wracały co kilka miesięcy: zadatek bez umowy, cena „od”, gwarancja bez warunków, termin bez kary. W pracy miałam procedury. W domu ludzie ich nie mają. Szukajmy to te procedury przepisane na życie.
Zeszyt pytań i zakreślacz
Od lat noszę zeszyt A5 w kratkę, w którym zapisuję pytania do wykonawców i sprzedawców. Na każdy większy zakup rysuję w nim tabelkę: wiersze to kryteria, kolumny to trzy oferty. Stąd tabela porównania w poradnikach. Mąż nazywa go zeszytem podejrzeń.
Umowy czytam z limonkowym zakreślaczem. Zakreślam wszystko, co mówi o pieniądzach, terminach i o tym, jak z umowy wyjść. Przy drobnym druku schodzi jeden zakreślacz na tydzień.
Jak powstaje lista
Temat biorę z życia: z remontu u sąsiadów, z opieki nad mamą, z pytań znajomych. Piszę w środę, poradnik wychodzi w czwartek rano. Każdy ma trzy stałe części: listę „Zanim podpiszesz” do odhaczenia, „Czerwone flagi”, czyli sygnały, po których przerywam rozmowę albo proszę o wyjaśnienie, i tam, gdzie to ma sens, tabelę trzech ofert na przykładowych danych.