Prosto do listy

Praktyczne
poradniki
i zakupowe checklisty

Menu

Zdrowie nr 12

Gdzie zrobić pierwsze okulary progresywne i za co właściwie płacisz

6 min czytania Autorka: Jolanta

Okulary leżące na otwartej książce przy oknie

Po pięćdziesiątce ręka z gazetą robi się za krótka. Zanim zapłacisz za pierwsze szkła progresywne, sprawdź, kto bada wzrok, co jest w cenie i co się dzieje, gdy nie umiesz się do nich przyzwyczaić.

Od zeszłej jesieni czytam z wyciągniętą ręką. Najpierw ulotki z apteki, potem skład na opakowaniach, w końcu umowy, co przy moich zainteresowaniach jest już sprawą zawodową. Okulary do czytania z drogerii za kilkadziesiąt złotych działały przy książce, ale przy komputerze trzeba je było zdejmować, a na spacerze po lesie zakładać zwykłe do dali, które mam od lat. Trzy pary w torebce to za dużo nawet dla kogoś, kto lubi mieć wszystko pod ręką.

Zdecydowałam się na pierwsze okulary progresywne. Zanim cokolwiek zamówiłam, obeszłam trzy salony optyczne i dwa gabinety. Ceny tej samej z pozoru rzeczy różniły się prawie trzykrotnie, a powód za każdym razem był ukryty w szczegółach, o które nikt nie pytał.

Okulista czy optometrysta

Pierwsza decyzja to kto zbada wzrok. Okulista jest lekarzem. Oprócz mocy szkieł sprawdza zdrowie oka: ciśnienie wewnątrzgałkowe, dno oka, soczewkę. Po pięćdziesiątce to ma sens, bo jaskra i zaćma nie bolą, a długo nic nie widać. Do okulisty na NFZ skierowanie nie jest potrzebne, ale kolejka bywa długa. Prywatnie wizyta w 2026 roku kosztuje u nas zwykle od 200 do 350 złotych.

Optometrysta nie jest lekarzem, ale zawodowo zajmuje się badaniem refrakcji, czyli doborem korekcji. W wielu salonach bada na miejscu, czasem bezpłatnie przy zakupie okularów, czasem za kilkadziesiąt do stu kilkudziesięciu złotych. Dobry optometrysta przy niepokojących objawach sam odeśle cię do okulisty.

Ja zrobiłam to tak: najpierw okulista, bo nie byłam u niego kilka lat, potem w salonie optometrysta jeszcze raz sprawdził moc przy dobieraniu szkieł. Jeśli masz receptę od lekarza, zapytaj w salonie, czy przy progresach zrobią swoje badanie kontrolne. W jednym z trzech miejsc usłyszałam, że „nie trzeba, recepta wystarczy”. Recepta miała pięć miesięcy i nie miała jednej wartości, której salon potrzebował do szkieł progresywnych.

Za co płacisz w szkłach progresywnych

Szkło progresywne ma u góry strefę do dali, na dole do bliży, a pomiędzy pas pośredni, przez który patrzysz na monitor albo deskę rozdzielczą. Po bokach są strefy zniekształceń. Tańsze szkła mają węższy pas pośredni i większe zniekształcenia, droższe szerszy i łagodniejszy. To jest główna różnica w cenie, a nie „lepsza jakość” w ogólności.

Do tego dochodzą powłoki: antyrefleksyjna, utwardzająca, hydrofobowa, filtr światła niebieskiego, fotochrom. Część z nich przydaje się każdemu, część jest dodatkiem, który sprzedawca dorzuca, bo pyta, czy dużo siedzisz przy komputerze. Każdy siedzi.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której w dwóch salonach nikt nie wspomniał sam z siebie. Jeśli większość dnia spędzasz przy biurku, z monitorem na wyciągnięcie ręki, progresy nie zawsze są najlepszym rozwiązaniem do pracy. Pas pośredni jest w nich wąski, a monitor trzeba oglądać przez niewielki fragment szkła, często z lekko uniesioną brodą. Do tego istnieją szkła biurowe, z większą strefą do bliży i pośrednią, a bez dali. Część osób ma dwie pary: progresy na co dzień i biurowe do komputera. Ja na razie zostałam przy jednych, ale zapytałam o to wprost i w trzecim salonie usłyszałam rzetelne wyjaśnienie zamiast kolejnej powłoki do koszyka.

Poprosiłam w każdym salonie o rozpisanie ceny: osobno szkło, osobno każda powłoka, osobno oprawka i robocizna. W jednym miejscu dostałam tylko kwotę za „pakiet komfort”. W drugim rozpisaną kartkę. W trzecim cennik na ścianie. Para szkieł progresywnych w 2026 roku kosztuje od około 600 złotych w najprostszej klasie do ponad 2500 w najwyższej, oprawka od 150 do kilkuset złotych.

Ja wzięłam szkło ze środka cennika z antyrefleksem i utwardzeniem, bez filtrów, które nic mi nie dawały. Oprawkę wybrałam prostą. Lepiej dołożyć do szkła niż do zawiasu z ozdobnym logo, którego i tak nie chciałam.

Ekspozycja opraw okularowych u optyka bez nazw marek
Ekspozycja opraw okularowych u optyka bez nazw marek

Pomiary w oprawce, którą kupujesz

Przy zwykłych okularach wystarczy rozstaw źrenic. Przy progresach liczy się jeszcze wysokość, na której źrenica wypada w konkretnej oprawce. Dlatego pomiar robi się dopiero po wyborze oprawki, z oprawką na nosie, wyregulowaną tak, jak będziesz ją nosić. Oprawka musi też mieć wystarczającą wysokość, bo w bardzo wąskiej nie zmieści się cały pas pośredni i strefa do czytania.

W jednym salonie pani zapisała rozstaw źrenic z poprzednich okularów i powiedziała, że resztę „dobiorą w pracowni”. Podziękowałam. W pozostałych dwóch pomiar trwał kilka minut, z linijką albo urządzeniem, które robi zdjęcie twarzy w oprawce. Ten kwadrans przy stoliku decyduje o tym, czy przez następne lata będziesz kręcić głową, szukając ostrości.

Gwarancja adaptacji, czyli co jeśli się nie przyzwyczaisz

Do szkieł progresywnych trzeba się przyzwyczaić. Zwykle trwa to od kilku dni do dwóch tygodni, u niektórych dłużej. Na początku schody wyglądają dziwnie, a przy szybkim odwróceniu głowy obraz płynie. Mnie najdłużej przeszkadzało schodzenie po schodach w bloku, przez kilka dni trzymałam się poręczy.

Część osób nie przyzwyczaja się wcale. Dlatego zapytaj o gwarancję adaptacji. To nie jest prawo z ustawy, tylko zasada salonu albo producenta szkieł: jeśli w określonym czasie, zwykle od miesiąca do trzech, nie przyzwyczaisz się, szkła zostaną wymienione na inne, czasem z dopłatą, czasem bez. Warunki trzeba mieć na piśmie: ile czasu, ile wymian, czy wymiana na szkła jednoogniskowe też wchodzi w grę, czy dopłacasz za nowy pomiar.

Niezależnie od tego okulary to towar i obowiązują przepisy o odpowiedzialności sprzedawcy za niezgodność towaru z umową. Jeśli szkło jest źle zamontowane albo moc nie zgadza się z zamówieniem, to reklamacja, a nie „adaptacja”. Sprawdzałam to, odbierając okulary: poprosiłam, żeby pokazali mi na szkle naniesione znaczniki i powiedzieli, jak zostało wycentrowane.

Przy fizjoterapii, o której pisałam wiosną, sprawdzałam, czy specjalista ma prawo wykonywania zawodu (Jak znaleźć dobrego fizjoterapeutę po skręceniu kostki). Przy okularach nie ma takiego jednego rejestru dla wszystkich, więc tym bardziej patrz, czy w gabinecie ktoś naprawdę bada, a nie tylko sprzedaje.

Odbiór i pierwsze tygodnie

Przy odbiorze usiądź w salonie i poczytaj coś z bliska, popatrz przez okno na ulicę, zerknij na ekran telefonu. Oprawkę powinni dopasować na nosie i za uszami, bo od tego, jak siedzą okulary, zależy, czy patrzysz przez właściwe miejsce szkła. Zapytaj, czy kolejne korekty oprawki są bezpłatne. W dobrych salonach są i nikt nie robi z tego łaski.

Przez pierwsze dni noś okulary od rana do wieczora, a nie na zmianę ze starymi, bo wtedy oczy uczą się dwóch rzeczy naraz. Na wyjazd samochodem w nieznane miejsce poczekaj, aż poczujesz się pewnie.

Zachowaj paragon albo fakturę z opisem szkieł i wynik badania. Przy następnych okularach za dwa, trzy lata będzie z czym porównać. Mój opis mam w zeszycie pytań, na tej samej stronie, na której zapisałam ceny z trzech salonów. Mąż twierdzi, że to pierwszy zakup od lat, przy którym nie narysowałam tabelki. Narysowałam, tylko trzymam ją w środku.

Zanim podpiszesz

Tańsza oprawka, lepsze szkło.

Czerwone flagi

  • Salon dobiera moc szkieł bez badania, „na podstawie starych okularów”.
  • Sprzedawca nie mierzy wysokości źrenicy w wybranej oprawce.
  • Na pytanie o warunki wymiany słyszysz tylko „jakoś się dogadamy”.